Nie ma co kryć, na takie dni czekaliśmy z Igorem. Gdy obywatele mogą powiedzieć władzy "sprawdzam". Pomysł na hazardwatch - mieliśy nadzieję - wyzwoli pokłady obywatelskiej aktywności, która przebije hasełka typu: "Rząd do dymisji" lub "To polityczna robota CBA".
Mieliśy nadziję, że oprócz ocen i politycznych sympatii pojawi się obywatelska troska o - przperaszam - prawdę i kraj. Niestety, poza ogólnymi wyrazami wsparcia, mało było chętnych Użytkowników, by wladzy spojrzeć na ręce. Za to sporo było nawoływań, nawet dość... kuriozalnych ("lepiej nie pisać na blogach pytań do rządu, bo się rząd przygotuje i przed komisją sejmowć będzie kuty na cztery nogi" - trudno poważanie odnosić się do takich argumentów).
Wniosek jest taki, że marudzenie na upolitycznienie wszystkiego w RP ma źródło nie w politykach. Tylko w samych obywatelach. Prawdopodobnie jedna z najwiekszych afer po 1989r jest sprowadzana przez wszystkie strony sporu do politycznej bitki. Jak było naprawdę, nie ma w sumie już znaczenia. Liczą się jedynie polityczne skutki. A one przecież powinny pojawiś sie po wyjaśnieniu afery a nie przed, w trakcie lub zamiast wyjaśnień.
Wierzę w media obywatelskie, czyli takie, które tworzą sami obywatele. Trudno jednak tworzyć medium obywatelskie samemu (chyba że się jest Katryną). Łatwiej stworzyć grupę kilku-kilkunastu bogerów, którzy zebrani w miejscu o dość dużym ruchu - salon24.pl (jak na tego typu miejsce), mogą naprawdę pokazać politykom, że "narracja" nie musi być juz taka łatwa.
Jako obywatele pokazliśmy coś innego. I nie ukrywam, że mnie to smuci. Nie uaktywnili się obywatele, którzy chcieliby przekazać innym, co wiadomo o tej aferze, mogliby zrobić kompendium wiedzy na ten temat. Za to mamy dużo ocen i polemik łatwych do przewidzenia. Zbiegło się też przy okazji trochę trolli. Jeśli afera hazardowa miała być testem dla blogerów (po sprawie Katryny/Czumy/Dziennika) na postawy obywatelskie w społeczeństwie informacyjnym, to blogerzy ten test moim zdaniem koncertowo oblali. Pojawiło sie kilka ciekawych i w noszących coś nowego tekstów (niezawodna Kataryna, Aleksander Ścios), ale poza oceny sytuacji pozostali blogerzy raczej nie wyszli (nie przczytałem wszystkich - ale dużą część tekstów)
Jeśli jakiś użytkownik chciałby znaleźć w intrenecie komlpet informacji o aferze, to musi albo iść do mediów, kóre relacjonują aferę na swoją nutę, albo polegać jedynie na pracowitości Kataryny. Gdyby się jednak Katrynie znudziło śledzeinie afery, to zostaniemy z kilkoma setkami tekstów przepelnionych oburzeniem lub oburzeniem na oburzenie. Politycy mogą spać spokojnie...
Są w całej sprawie również wąrtki zabawne. Otóż okazuje się, że próba stworzenia hazardwatch to miała być polityczna prowokacja na zamówienie etc. Nie napiszę, żę ręce opadają, bo tak latwo się nie poddaję.
Miałem nadzieję, że takie kryzysy jak afera hazardowa wywołują w ludziach pewien rodzaj postaw, które są reakcją na daleko ważąniejsze pytania niż te czy jedna partia 10% w sondażach lub czy premier będzie prezydentem. To akurat - moim zdaniem w tej aferze ma znaczenie trzeciorzędne. Czy jedyny wniosek z tej afery to, że premier powinien podac się do dymsji? Nic nikomu nie przyszło więcej do głowy?
Generalnie mało wycinam na swoim blogu poza ewidentnymi trollami. Ten wpis traktuję niezwykle serio, bo dotyka fundamentów salon24.pl Albo s24 będzie głosem obywateli, albo zmieni się w zwykłe forum. Zamierzam postarać się jeszcze mocno o to, by było tym pierwszym. Głosy nie na temat, trollowanie, zaczepki etc wycinam, a tych ktorzy mają problem ze spełnieniem prośby, by odzywać się tylko na temat, blokuję na tym blogu.



Znaczy blogerów wielu ma mniemanie, że oni coś tam, że oni lepsi od dziennikarzy, że oni władzy na ręce patrzą, że oni niezależni są, że głosem innym od mainstreamu.
A w większości przecież blogosfera polityczna to zwykła strata czasu 9dla czytelnika) a pokaz megalomanii połączonej z ignorancją (w wykonaniu piszących).
Pozdrawiam zastanawiając się czy mój komentarz na temat jest, ale w sumie mało się przejmę jak pan wytnie go.
Pozdrówka.